O autorze
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie: nauki o bezpieczeństwie w specjalności bezpieczeństwo narodowe. Od 2015 r. wykładowca w Społecznej Akademii Nauk w Warszawie. Twórca projektu Modny Tata. Więcej informacji znajdziecie na: Instagram, Facebook, modnytata.pl

Nie taki słoik straszny, jak go malują. Rodzicu, twoje dziecko MUSI jeść urozmaicone posiłki

Przychodzi czas, kiedy maluchowi przestaje wystarczać mleko i trzeba pomyśleć nad czymś więcej.
Przychodzi czas, kiedy maluchowi przestaje wystarczać mleko i trzeba pomyśleć nad czymś więcej. Fot. Archiwum prywatne
Urozmaicajcie dziecięcą dietę
Cóż, wychodzi na to, że jestem specem od wszystkiego. Nie ma obawy. Przyznaję bez bicia, że podczas pisania książki konsultowałem tę kwestię z żoną, która pod tym względem jest dla mnie autorytetem. Dlatego że jako mat- ka ona to czuje. Zresztą obserwuję synka i widzę, że ma się świetnie. A co najważniejsze, wszyscy troje świetnie funkcjonujemy jako rodzina. Nie, nie jesteśmy rodziną idealną, jak z obrazka. Takie nie istnieją. Normalni ludzie, normalne problemy, życie.



Ale wracając do tematu. Przychodzi czas, kiedy maluchowi przestaje wystarczać mleko i trzeba pomyśleć nad czymś więcej. My zaczęliśmy tradycyjnie, od marchewki (podobno są jakieś inne teorie, ale ja pozostanę przy swojej). Marchewką karmiły nas nasze babcie, mamy, a jakoś funkcjonujemy. Wydaje się, że to idea ze wszech miar słuszna.

Pierwszy inny niż mleko posiłek to sama radocha. Maluch jest bardzo ciekaw nowych smaków i choć nieufnie, z radością wyciąga języczek, żeby posmakować. Oczywiście, warto tę chwilę uwiecznić na fotografii. Ale pamiętajcie, przygotujcie się odpowiednio. Dobrze radzę – nie wkładajcie drogich markowych ciuchów, bo plamy z marchewki niełatwo sprać. Wiem, bo po dziś dzień mój T-shirt nosi ślady pewnego wydarzenia. Postanowiłem zachować go na pamiątkę.

Sen z powiek spędzają wielu rodzicom osławione słoiczki. Kiedy nasz maluch miał przyjść na świat, wszem i wobec deklarowałem, że będziemy wszystko kupowali w ekosklepach. Będziemy obierali, gotowali, przecierali. Żadnych „kupnych” przetworów! Cóż, mylą się nawet najlepsi... Nigdy nie mówcie nigdy. Kupiłem wprawdzie parę razy te ekoprodukty, przyrządziłem, zmiksowałem, posprzątałem i... stwierdziłem, że choćbym najbardziej się starał, nie dam rady.

Oczywiście, już widzę Waszą reakcję: „Niektórzy tylko tak karmią dzieci!”. I chwała im. Ale słoiki są naprawdę okej. Są doskonałe, gdy maluch nie może jeszcze spożywać przyprawionych dań i tak naprawdę mało co może jeść. Uznaliśmy z żoną, że nic się nie stanie, jeśli Bruno raz na jakiś czas dostanie posiłek „ze szkła”. Przeczytałem dokładnie
wszystkie etykiety, nie znalazłem na nich niczego szkodliwego. Warzywa z ekoupraw, mięso sprawdzone tryliardem atestów. Można było podać.

Mimo wszystko unikajcie żywienia dzieci wyłącznie przetworami ze sklepu. Większość posiłków można bez trudu przygotować samodzielnie.

Ogromną zaletą słoików jest jednak możliwość zabrania ich na wszelkie wyjazdy czy dłuższe spacery. Zawartość wystarczy podgrzać; poproście miłą panią w spotkanej po drodze restauracji o umieszczenie opakowania we wrzątku. Nie róbcie tego w mikrofalówce (jeśli nie wiecie dlaczego, odsyłam do stron WWW)!

Pisałem już – wszystko z umiarem. Bo naprawdę nie ma potrzeby karmienia dziecka jedzeniem ze słoiczków, gdy jest ono wystarczające duże (u nas nastąpiło to około 9.–12. miesiąca), żeby zjeść to co Wy. Wystarczy odrobina chęci i ograniczenie przypraw (nie wrzucajcie do zupy połowy torebki vegety), by maluch mógł cieszyć się wspólnymi posiłkami.

Menu układać nie będę; liczę na Waszą inwencję. Wspomnę tylko o jednej ważnej rzeczy, która dotyczy także Waszej diety – unikajcie smażonych potraw.

*Fragment pochodzi z książki "Jak być fajnym tatą i nie zwariować" Michała Będźmirowskiego, wydawnictwa Edipresse Polska. Wkrótce kolejne rozdziały.
Więcej informacji znajdziecie na:
Instagram, Facebook, modnytata.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...